czwartek, 19 grudnia 2013
21
Bilans:
2kromki
1plasterek
ogórek
2kromki
masło
leczo
1kromka
1plasterek
baton musli
ogórek
1kromka
activia
4pierniczki
banan
jabłkox2
778kcal
aktywność:
200brzuszków
50przysiadów
4km szybkiego marszu
1h tańczenia
Dzisiaj nie przekroczyłam limitu,ale wczoraj minimalnie przekroczyłam 1000kcal. Moja mama atakuje. Odchudzam się,ale ona twierdzi,że powinnam już przestać. Nie,mamo. Nie przestanę. Zawaliłam,ale zrobiłam 200brzuszków,czyli moje postanowienie,że w tym tygodniu codziennie będzie 200 albo więcej brzuszków dobrze się trzyma.
Dzisiaj kupiłam sobie tabletki wspomagające odchudzanie,zwykłą Lineę,mam jeszcze inne tabletki,ale mało,dlatego wolałam dokupić. Idą święta,boję się,że będę żreć. Będę się starać nie zawalać,oczywiście,ale na wszelki wypadek podczas świąt i już od czasu kiedy pojawi się masa żarcia,będę brała tabletki. Chyba nie przytyję,po ich odstawianiu,bo w tedy wrócę do swoich normalnych limitów. Kupiłam też herbatę Super Slim.
Odkryłam,że picie,woda,płyny,kawy,herbatki-to jest to! Zaczęłam pić bardzo dużo i to bardzo niweluje uczucie głodu. Wcześniej piłam średnio 1,5 małej szklanki herbaty i pół butelki małej wody+kubek kawy. Dzisiaj wypiłam naprawdę o wiele więcej i muszę to kontynuować.
Dzisiaj przed i po szkole chodziłam po mieście i po powrocie do domu,zrozumiałam,a w zasadzie uderzyło mnie,że CAŁE MOJE ŻYCIE kręci się wokół jedzenia. albo chodzę do sklepów,w poszukiwaniu jak najmniej kalorycznych produktów i potem do aptek,aby kupić środki wspomagające odchudzanie,albo krążę po cukierniach i kupuję kaloryczne bomby,a potem kupuję przeczyszczacie. W szkole chodzę do technikum żywieniowego=non stop jest mowa o jedzeniu,gotowanie..Kiedy rozmawiam z mamą,to praktycznie tylko o tym co będzie na obiad,albo odpieram jej ataki,jakobym się głodziła(nie głodzę się i dlatego tak mnie to denerwuje). a kiedy już nie ma wokół mnie jedzenia to podświadomie wyszukuję ludzi,którzy jedzą i się im przyglądam,bo to lubię. naprawdę lubię patrzeć,na jedzących ludzi. Wspaniały widok.(mnie samej się to nie tyczy,tu jest na odwrót). albo myślę o tym co zjadłam i co zjem.
Całe moje życie kręci się wokół jedzenia.
Myślę nad tym,żeby zacząć układać jadłospisy dzień wcześniej. I stosować kolory(czerwony,żółty,zielony),jako wyznaczniki dnia z dietą.
W szkole niby jest mnóstwo roboty,ale w sumie..to nic w porównaniu do tego co będzie po świętach. Mam już zapowiedziane 4 sprawdziany i dwie kartkówki. Podczas przerwy świątecznej,muszę się uczyć,muszę poprawić te oceny. Muszę. Jutro nie szłabym do szkoły,ale pożyczyłam koleżance podręczniki i ona mi ich nie oddała,chociaż miała mi je oddać już wczoraj. Nie idę na Wigilię klasową,więc muszę jechać tylko po te książki specjalnie i tracić pieniądze na drogie bilety. Jestem wściekła,po raz kolejny chciałam komuś pomóc,a sama potem mam przez to problemy.
Nie mogę już chodzić w spodniach bez paska-zlatują ze mnie. Do spodni niezbędny jest mi pasek. Naokoło słyszę komentarze:te spodnie z ciebie zlatują.
Rano kiedy chodziłam po mieście,widziałam w odbiciach szyb sklepów chudą dziewczynę,chude nogi,szeroka kurtka,a kiedy już wracałam ze szkoły,z powrotem widziałam grubasa w lustrze. To nie możliwe,żebym aż tak przytyła podczas 5godzin w szkole. I sama nie wiem która wersja,jest już prawdziwa.
Trzymajcie się.
wtorek, 17 grudnia 2013
20.
Wczoraj:
935kcal
aktywność:
1km marszu
1h tańczenia
250brzuszków
Bilans z dzisiaj:
3kromki
2plasterki
2kromki
masło
2kromki
dżem
miód
płatki
640kcal
aktywność:
200brzuszków
1h tańczenia
4godziny ruchu na pracowni
50przysiadów
Zanim zaczęłam pisać tą notkę,nie mogłam się tego doczekać,teraz jakoś mój entuzjazm osłabł.
Pierwszy tydzień,po praktykach,a zarazem ostatni tydzień przed świętami. Po miesiącu nieobecności w szkole odzwyczaiłam się,od tych wszystkich szkolnych rutynowych obowiązków. Na półrocze będzie słabo,nie tak jak chciałam. Dzisiaj pisałam poprawę z chemii,od której zależy czy będę zagrożona czy nie,a chemię mam rozszerzoną,jak i biologię. W sumie poszło mi chyba dobrze,z naciskiem na chyba. Błagam,trzymajcie kciuki,żebym to zaliczyła. Tak bardzo się tego boję.
Dzisiaj miałam pierwsza pracownię szkolną,po praktykach. Bałam się,że jeśli na praktykach jadłam wszystko to moja bajka o bolącym brzuchu,przestanie być wiarygodna,ale na szczęście nie. Dalej to łykają.
(kiedyś już pisałam,że od września tego roku strasznie bolał mnie brzuch,tak,że byłam pod kroplówką i bolał mnie tak przez kilka miesięcy. Teraz już prawie mi przeszło,ale KAŻDY myśli,że nadal boli mnie bardzo mocno. Łatwiej jest odmawiać jedzenia. Idealnie.) Na pracowni,praktycznie cały czas sprzątałam,bo kiedyś powiedziałam nauczycielce,że lubię sprzątać. Dlatego dzisiaj w ogóle nie stałam przy garach,tylko sprzątałam. Dla mnie idealnie,bo nienawidzę gotować. Ten profil to największy błąd mojego życia.
Przestałam ćwiczyć pilates i inne programy ćwiczeń,wrócę do tego po nowym roku. (myślę,że tylko do samego pilatesu.) Moje założenie to: do końca tego tygodnia robić codziennie minimum 200 brzuszków.
Dużo osób mówi,że u nich brzuszki nie przynoszą efektu,ale u mnie przynoszą i to spore,ale dopiero po jakiś 5-6 miesiącach wykonywania. Widzę je coraz wyraźniej.
W tym roku święta ponoć mają być skromne,u dziadków krucho z kasą. Dla mnie to świetna wiadomość,oby tylko okazała się prawdą.
Ostatnio coraz częściej mam ochotę na głodówkę.
Piszę dzisiaj notkę,bo miałam tylko pracowanie,a jutro też mam tylko pracowanie,a w dodatku lekcje są skrócone.
W tym momencie czuję niesamowitą siłę,względem diety. Genialne uczucie.
To już 20 notka na tym blogu,kiedy zakładałam tego bloga,nie myślałam,że wytrwam aż do 20 notki,a jednak-udało się.
Po nowym roku chciałabym zmienić wygląd bloga,ale sama nie potrafię tego zorbić,więc to raczej utopijne marzenie. Myslałam,też na zalogowaniu się na jakimś forum pro-ana,pro-mia. Chciałabym,ale chyba jestem na to za tłustą świnią.
Idę Was poodwiedzać. Trzymajcie się.
PS: zniknęli mi moi obserwatorzy,wiecie jak to naprawić?
sobota, 14 grudnia 2013
19.
płatki
ryż
5ciastek BelVita
3kromki
pasztet
ketchup
płatki
834kcal
aktywność:
200brzuszków
50przysiadów
3h tańczenia
1h sprzątania
800m szybkiego marszu
W czwartek skończyłam praktyki. Tak strasznie się ich bałam,a otrzymałam z nich ocenę celującą. Dostałam szóstkę z praktyk i propozycję pracy na wakacje,czyli chyba nie było źle,a nawet dobrze,prawda? Podczas tych praktyk nauczyłam się strasznie dużo,naprawdę wiele mi dały. I ocena celująca z praktyk z pięciogwiazdkowego hotelu w papierach. Dałam radę. Zrozumiałam też jak ważne są języki obce,naprawdę muszę się zacząć na poważnie ich uczyć,nie tylko w szkole,ale też w domu. (niemiecki,angielski i hiszpański.) Nie mogę sobie tego odpuścić.
Z praktyk wróciłam już w czwartek wieczorem,na praktykach koleżanka wytłumaczyła mi chemię i trochę ją zrozumiałam. Dlatego w piątek poszłam do szkoły,żeby ją napisać i zaliczyć,ale..
Ten piątek 13stego był dla mnie pechowy pod każdym względem,najpierw zaspałam. Potem śpieszyłam się na drugi autobus,zamiast spokojnie się wyszykować. Biegłam do szkoły,a potem przed szkołą spotkałam parę dziewczyn z mojej klasy,które powiedziały mi,że na tablicy ogłoszeń,pisze,że nasza klasa ma praktyki włącznie do 13 grudnia i nawet nauczyciele nie przyjechali na nasze lekcje i wszyscy poszli do domu. ale pomyślałam,ok. Pójdę do lekarza. Poszłam i czekałam na swoją kolej,bo byłam bez numerka,ale lekarka powiedziała,że mnie przyjmie. Więc poszłam do recepcji po kartkę,ale nie wydali mi jej,bo nie miałam żadnej karteczki,ale poszłam czekać dalej. Potem przyszło jeszcze z osiem osób i wychodzili od lekarki z tymi karteczkami,a ja żadnej nie dostałam. Potem wywiązała się awantura między dwoma paniami i w tedy poszłam. Tylko dzisiaj czuję się już całkiem tragicznie,a kaszlę jeszcze gorzej. Wręcz ciężko mi się oddycha.
I aż wstyd mi się przyznać(teraz będzie ta najgorsza część dnia). Piątek był to dzień obżarstwa. Zjadłam:
Waga z dzisiaj: 53kg,czyli kilo mniej niż ostatnio. Nie przytyłam,tylko dzięki tym wszystkim zabiegom. Tak mi wstyd,za ten piątek.
Jutro już muszę wziąć się za odrabianie lekcji i naukę. Przeraża mnie to po miesiącu przerwy. Mam tego mnóstwo. Nie wiem jak dam radę,a do tego jestem chora.
Idę Was poodwiedzać i spać.
sobota, 7 grudnia 2013
18.
Bilans:
płatki
ryż
3łyżeczki jogurtu
płatki
2bułki
masłox2
dżem
miód
ciastko z błonnikiem
974kcal
aktywność:
100brzuszków
50przysiadów
3h tańczenia
800m marszu
1h sprzątania
Ten tydzień praktyk był straszny. Nie jestem stworzona do bycia kelnerką. Nie pisałam tego tutaj wcześniej,ale jestem niepełnosprawna,ale nie tak,że jeżdżę na wózku. Nie widać tego po mnie. Mam dyskalkulię,czyli nie potrafię liczyć,gubię się dosłownie wszędzie i cały czas,mam zaburzoną równowagę i słabszą lewą stronę ciała. Na co dzień nie przeszkadza mi to,aż tak,ale tutaj bardzo. Kiedy byłam na tej sali wśród 200 ludzi,po prostu gubiłam się,chociaż sala nie była wielka,przychodziło do mnie to dobrze,znane,uczucie strachu,tego zagubienia,ale na szczęście przechodzi szybko. ale dlatego,wszystko w moim przypadku idzie wolniej i dlatego,Ci którzy wydają nam polecenia,kazali mi stać na zapleczu i robić prace,które są tam do zrobienia. Jednak w czwartek dostałam opieprz od dziewczyn z pokoju,że nic nie robię i to,że nie potrafię się odnaleźć,nie potrafię liczyć,gubię się,mam te przerażające momenty totalnego zagubienia,TO MOJA WINA I WYMYŚLIŁAM TO SOBIE,a mam to od kiedy tylko pamiętam. Taka się już urodziłam,nienawidzę siebie za to,ale naprawdę nie jestem w stanie tego zmienić,nie można tego wyleczyć. Wcześniej każda,mówiła,że tolerują każdą ułomność i ludzi niepełnosprawnych,a teraz kiedy powiedziałam im prawdę,wydarły się na mnie,bo zmyślam i robię z siebie mamałygę. Tłumaczyłam im wszystko,zero zrozumienia,mówią jak typowe zdrowe osoby,które mają wszystko gdzieś. Poszło o to,że moja koleżanka,robi wszystko sama(jest też jeszcze chyba 6 albo więcej praktykantów,którzy stoją i kompletnie nic nie robią,bo im się nie chce,ja zawsze coś robię na tym zapleczu.). Nieraz chcę wyjść na salę,ale nie pozawalają mi,sami widzą,jak trzymam tacę,że ją tłukę. Oni sami karzą mi stać na zapleczu,ale ona i jeszcze jedna dziewczyna z pokoju,ciągle mają do mnie presje. Chce mi się ryczeć. Potem poszło,o to,że to wszystko przez to,że nie wierzę w siebie. I znowu zaczął się półgodzinny wykład,w którym ja tłumaczyłam,że wierzę w siebie,tylko potem zawsze wychodzi źle,bo niektórych rzeczy nie jestem w stanie zorbić tak jak każdy,ale one twierdziły,że to brak wiary w siebie. Następnie,zaczęły się kolejne wyrzuty,o to,że myję się długo,ale zawsze chodzę myć się ostatnia. Specjalnie,żeby nie zajmować długo łazienki. Myje się długo,bo lubię myć się dokładnie i po kolei,a nie tylko się ''opłukać'', ''przetrzeć'' i lecieć do łóżka z mokrymi,nie suszonymi włosami. Zawsze działam według planu,w każdej dziadzinie życia. Więc i w łazience też,zawsze długo mi to schodzi. Dziewczyny mówią,żebym się szła myć przed nimi,bo potem kiedy się myję,to one nie mogą spać,no dobrze,ale one oglądają te wszystkie durne reality show(wręcz odmóżdżają) do 2-3 w nocy i telewizor wali na cały regulator i w tedy nikogo nie obchodzi,że ja chcę spać,że kiedy one usypiają,to ja muszę wstawać o tej 2-3 i szukać pilota po całym pokoju,bo mają niesamowity burdel(ja zawsze mam wszystko uporządkowane,zresztą o to też miały pretensje.). Naprawdę trudno jest znaleźć pilota,pośród zewsząd walającą się brudną i czystą bielizną,skarpetkami i wszystkimi innymi ubraniami,kosmetykami. To nie jest przyjemne,ale ja się o to nie czepiam,a za przeproszeniem wkurwia mnie to. Naprawdę. Żyję w chlewie,a ja nienawidzę żyć w chlewie,to jest naprawdę chlew. Mamy mały pokój,więc naprawdę. Zresztą kiedy idę,się myć to zawsze samo posprzątanie łazienki przed umyciem zajmuje mi 10minut,bo one po sobie nie sprzątają,a nie wyobrażam sobie myć się w brudnym prysznicu. Brzydzi mnie to. Potem zaczęło się o tym,że rano wstaję najwcześniej i nie daję nikomu spać,wstaję o 5.40/5.50,kiedy śniadanie jest na 6.20. Specjalnie,wstaję szybciej,żeby nie zajmować łazienki,żeby one miały już ją wolną,ale one mają pretensje,że je budzę,więc ok. wstałam o 6.10. W tedy były pretensje,że zajmuję łazienkę i one nie zdążą się wyszykować. Poszło też o to,że sie tak boję,przejmuję. W sumie o wszystko.
Teraz praktycznie nikt się do mnie nie odzywa,znowu jest prawie tak jak w pierwszej klasie. Przeraża mnie to,że już jutro wieczorem muszę tam wrócić. W niedzielę umyję się w domu,żeby nie zajmować łazienki,ale potem będę musiała się myć tam. Bo co mam zrobić? Na szczęście,teraz wracam tylko na 4 dni. Do czwartku i koniec praktyk. Od niedzieli wieczór do czwartku po południu i do domu.
Boli mnie to,że znowu wróciłam na swoją dawną śmieciową pozycję,kiedy już zobaczyłam jak to świetnie jest mieć jakiś znajomych,jestem tak strasznie naiwna,że tak się otworzyłam. Chce mi się płakać.
Pod względem diety,raz był dobrze z dietą,raz zawalałam,ale miałam też okres. Przez tą sytuację,nie ćwiczyłam. W sumie przytyłam kilogram,nawet tak bardzo nie rozpaczam. Jestem przed granicą 55kg. Obym tylko nie przytyła do tych 55kg.
Jutro będzie u mnie mnóstwo gości,nie lubię gości. Zawsze walą jakieś głupie komentarze,bo myślą,że są zabawni.
Boję się strasznie tego ostatnie tygodnia praktyk,strasznie.
Odwiedziłam i skomentowałam już wasze blogi,trzymajcie się.
Ta talia dziewczyny z thinspiracji,marzenie...
Waga z dzisiaj: 54kg
sobota, 30 listopada 2013
17.
Bilans:
płatki
2ziemniaki
gulasz
jogurt
3kromki
ketchup
2kromki
plasterek szynki
1kromka
nutellax2
jogurt
płatki
990kcal
aktywność:
100brzuszków
50przysiadów
800m marszu
3h tańczenia
1h sprzątania
Bilans prawie,prawie,ale nie przekroczyłam 1000. W piątek wieczorek dostałam miesiączkę i teraz żarłabym jak świnia,ale nie przekroczyłam limitu. Dzisiaj jadłam z kartką,długopisem i kalkulatorem w ręku,obliczając na bieżąco kalorie,żeby nie przekroczyć 1000. Wolałam wykorzystać go prawie maksymalnie,bo podczas okresu często zdarza mi się mieć napady,ale dałam radę. Strasznie boli mnie brzuch,krzyż i ogólnie wszystko,samopoczucie też jest do bani,dlatego taka mała aktywność. Wszystko mnie dzisiaj denerwuje,jak to podczas miesiączki. Nienawidzę miesiączek.
Ten tydzień na praktykach był w sumie dobry,tylko w środę byłam zdekoncentrowana,gdyby nie środa,ten tydzień byłby bardzo dobry. Wraz z piątkiem skończyłam moje praktyki na kuchni. W sumie na kuchni nie było tak źle,a tak się bałam,sto razy bardziej boję się praktyki na sali,między klientami. Od poniedziałku,zaczynam dwutygodniowe praktyki na sali,jako kelnerka,będę chodzić po pokojach-housekeeping,jakieś prace w hotelu. Boję się strasznie. Z angielskiego jestem słaba,lepiej czuję się w niemieckim,a w hotelu będę musiała władać angielskim,ale jutro przetłumaczę sobie parę zwrotów,które-myślę,że-mogą mi się przydać. Boje się strasznie.
Dzisiaj miałam wolne,ale po pierwsze moja mama też,brat był cały dzień w domu i mam miesiączkę,czyli jestem maksymalnie zdenerwowana i rozdrażniona. Wcale nie wypoczęłam.
Zamierzałam dzisiaj obejrzeć 6zaległych odcinków mojego serialu,ale obejrzałam tylko 2 bo ciągle ktoś mi przeszkadzał. Nienawidzę takich dni.
Dzisiaj byłam u dziadków,żeby u nich sprzątać i zważyłam się. Waga wahała się między 53-54kg,ale to bardzo dobrze,bo podczas miesiączki zawsze ważę więcej,wraz z jej końcem wracam do dawnej wagi,a nawet nieraz jest mniejsza. Ostatnio było 53kg,czyli przybyło mi tylko 0,5kg,a nieraz potrafię przybrać i 2kg podczas miesiączki. Modlę się tylko,żeby nie przytyć,muszę dać radę. Musze naprawdę,mocno zacząć się ograniczać i pilnować na tych praktykach.
W czwartek,dziewczyny z mojego pokoju zamówiły pizze,ja odmówiłam,zjadłam tylko śniadanie,drugie śniadanie,obiado-kolację,czyli to co dają nam na stołówce. Nie wydałam jeszcze ani grosza na jedzenie,podczas tych praktyk i nie zamierzam. Szkoda mi pieniędzy. Wolę wydać je na książki. W poniedziałek kupiłam sobie 2 książki i rozmówki hiszpańskie. Według mnie to o wiele lepsza inwestycja.
Już jutro zaczyna się grudzień,ostatni miesiąc tego 2013r,ale nie czas jeszcze na posumowania. Nie wiem tylko kiedy te 11 miesięcy mi przeleciało,przeraża mnie to jak ten czas,biegnie.
Nie wiem czy to moje urojenia,ale widzę w lustrze,że zeszczuplałam,wyglądam chudziej. I moje spodnie w rozmiarze M,w ogóle mnie już nie ciasną i mogę w nich swobodnie chodzić oraz siadać. Widzę moje coraz bardziej wystające obojczyki,te małe koście na nadgarstkach,coraz wyraźniej czuję żebra. ale może to sobie uroiłam?
Wybaczcie mi,że nie komentuję Waszych blogów,obiecuję,że po praktykach to nadrobię. Naprawdę. Po prostu,mam w sumie w tygodniu 1,5 dnia wolnego,kiedy jestem w domu,naprawdę nie starcza mi czasu. Wybaczcie mi,ale cały czas czytam wasze notki,blogi,tylko nie komentuję ich,z braku czasu. Nie zostawiajcie mnie.
Boję się strasznie tych praktyk,pierwszy raz idę ''na hotel'',do klientów.
Trzymajcie się chudo.
sobota, 23 listopada 2013
16.
Bilans(23.11.13r.):
płatki
2bułczki z serem
2ryby
bułeczka z serem
3kromki
3plasterki
ketchup
2bułeczki z serem
923kcal
aktywność:
10min abs
5minut ćwiczeń na nogi
2h tańczenia
800m spaceru
1h sprzątania
100brzuszków
50przysiadów
Na praktykach w tygodniu bilanse zamykają się w granicach ok 990kcal,nie przekraczam 1000kcal,jedząc tylko to co dają nam do zjedzenia.(czyli śniadanie,bułka,bułka słodka,obiad zupa+drugie danie,ale przeważnie jem tylko drugie danie,zupy są delikatnie mówiąc niezbyt dobre). Tylko w środę po obiado-kolacji i deserze obżarłam się jeszcze 3batonikami mussli i 8ciastkami. Wstyd mi,ale w tedy miałam też okropny dzień,ale tak czy siak schudłam przez ten tydzień,nawet z tą środą,więc nie zamartwiam się aż tak.
Na praktykach,w kuchni jest po prostu zapieprz. Nie ma innego słowa,żeby to opisać. Pracujemy równa 8godzin od 8.00 do 16.00. Tak jak normalny pracownik,któremu za to płacą. W pracy nie wolno stać,jeśli staniesz tylko na sekundę,żeby odpocząć to masz taki opieprz,że lepiej nie mówić. Ogólnie jest ok. Niepotrzebnie,aż tak się bałam. Kiedy trzeba coś zrobić,to zawsze pokażą i wytłumaczą. Można pytać się wiele razy,jeśli się czegoś nie wiem,bo jak to mówią ''kto pyta ten nie błądzi.''. Strasznie dużo nauczyłam się podczas tego tygodnia. Naprawdę,bardzo,bardzo dużo się nauczyłam. I w sumie chyba nie jestem,aż tak zła w tym gotowaniu,bo radzę sobie dobrze,w porównaniu do innych praktykantów z innych szkół. Tfu,tfu żeby nie zapeszyć. Tylko jestem wściekła,bo ja w swoim hotelu haruję równe 8godzin(co do minuty,w środę skończyłam przygotowywać pasto i zostały 2minuty do 16.00,to musiałam szorować blaty,przez te dwie minuty). Równiutkie,co do sekundy,nie wypuszczą wcześniej,a jeśli się spóźnię nawet 2 minuty,to muszę je odrobić. Nawet jeśli nie ma już nic do roboty,w przygotowywaniu żarcia,bo wszystko jest gotowe,to muszę szorować sprzęty,których nikt nie czyścił od 10lat i te brudy nawet nie chcą już zejść,bo są tak stare,ale muszę szorować je 8 razy,dopóki nie zwolni się jakaś inna praca,żebym mogła od razu robić co innego,bez odpoczynku. Jest tylko jedna 10minutowa przerwa,na 8godzin pracy i tyle.Nieraz jestem już tak zmęczona,że aż kręci mi się w głowie i mam wrażenie,że zemdleję. W środę byłam już tak zmęczona po 6godzinach pracy,że oparłam się o blat,bo kręciło mi się w głowie,z tego zmęczenia, i miałam wrażenie,że zaraz zemdleję,to dostałam ochrzan,że co tak stoję,bo to jest praca. Jest naprawdę ciężko,ale daję radę.
Dużo się też nauczyłam. Tylko najbardziej wkurza mnie to,że tak cięzko ma praktycznie tylko mój hotel. Inni pracują po 3-5godzin dziennie i to od 10/11,albo najwcześniej od 9.00. I do tego ich pracodawcy mówią do nich:''usiądź sobie,zrobić Wam kawy?'' Gdyby ktoś tak powiedziałby w moim hotelu,do praktykantów..nie to niemożliwe,tam trzeba zapierdalać. Po prostu. I najlepsze jest,że takie osoby,które pracowały po 2godziny dziennie,robiąc same lekkie rzeczy,udają wielkich zmęczonych i narzekają,jak to źle trafili. No ja pierdole,szlak mnie trafia,jak to słyszę. ja muszę harować,a oni mają praktycznie wakacje.
Pocieszam się,że został mi jeszcze tylko tydzień na kuchni. Potem będę sali i w hotelu,bo będzie obsługa konsumenta.
MUSZĘ DAĆ RADĘ.
Ćwiczyłam w poniedziałek,wtorek i środę przysiady. Potem już nie dałam rady,nie miałam siły,zresztą 8godzinny zapieprz w pracy,ćwiczenia spokojnie mam zaliczone.
Bałam się,że przez tą środę przytyję,ale schudłam kilogram.
W piątek była też taka sytuacja,że trzeba było sprzątać,wyższe półki. I kazali stanąć na takich skrzynkach,ale one mają obciążenie tylko do 60kg. I pytają się,czy ważymy mniej niż 60kg,a ja powiedziałam,że ważę 60kg,bo cały czas miałam wrażenie,że się spasłam. To był taki wstyd,jak nigdy. Nigdy tego nie zapomnę,a tym czasem okazało się,że ważę 53kg,czyli mogłabym na tym stanąć. Dalej mi wstyd. Jestem taką grubą świnią.
W pokoju z dziewczynami jest w miarę w porządku,ale nie jestem z nimi jakoś specjalnie zaprzyjaźniona,nie odzywam się za dużo,nie wiem. Nie mam chłopaka i nie chcę mieć chłopaka,nie mam dzieci i nie chcę mieć dzieci,nigdy. Nie chce mieć rodziny,nie piję i nie palę,nie chodzę na imprezy,nie siedzę na facebooku,konto tam założone służy mi tylko do śledzenia wiadomości o moich ukochanych drużynach sportowych. naprawdę jestem na uboczu,a zresztą kilka osób z mojej klasy spiło się,schlało w czwartek wieczorem,tak,że zygali w pokoju. Będąc na praktykach. Dobrze,że ich nie złapali,bo byłby taki rygor,że sobie tego nie wyobrażam.
Dzisiaj odwiedziłam dziadków,sprzątałam,oglądałam meczem,ćwiczyłam,a przede wszystkim odpoczywałam,ale nie za bardzo czuję się wypoczęta.
Za chwilę wyjeżdżam znowu na kolejny tydzień. Wyjazd jest o 19.45 w niedzielę i wracam w piątek.
Chyba już się nie odezwę w tym tygodniu.
ale błagam,nie zostawiajcie mnie. Proszę. Naprawdę Was potrzebuję.
Postaram się Was odwiedzić,albo teraz,albo jutro przed wyjazdem. Trzymajcie się.
waga z dzisiaj: 53kg
sobota, 16 listopada 2013
15.
Bilans:
płatki
zupa
1/2kromki
1plasterek
3ciastka
1plasterek
ciastko
3kromki
plasterek serax2
ketchup
serek
979kcal
aktywność:
1h sprzątania
2h tańczenia
800m marszu
200brzuszków
60przysiadów
pilates na brzuch
To był mój ostatni pełny dzień w domu. Jutro wyjeżdżam na praktyki.
Pospałam i wyleniłam się w łóżku do 12.00,potem zjadłam moje ukochane płatki z mlekiem na śniadanie. Pooglądałam tv,poczytałam,posłuchałam muzyki,taki totalny luz.
Poszłam do dziadków,pożegnać się z nimi przed wyjazdem,ale oni nie zdają sobie sprawy,jak to jest poważna sprawa,myślą,że to tylko ot tak sobie,jadę tam popatrzeć jak inni pracują,a prawda jest taka,że to ja będę ciężko harować,ale im tego nie wytłumaczysz. Oni są tylko ślepo zapatrzeni w mojego młodszego brata. Musiałam im posprzątać i stąd ta godzina sprzątania,potem wróciłam do domu. Zjadłam obiad,oczywiście przy mamie.
Tak jest lepiej,kiedy jem przy mamie,widzi,że jem i nie czepia się,aż tak bardzo.
Potem zaczęłam pakowanie i pakowałam się praktycznie do 20.30. Wyszła duża torba+plecak. A jutro muszę jeszcze wpakować,białe koszulę,spodnie na kant,spódniczkę,fartuch,suszarkę i szczotkę. Chyba wezmę też ze sobą jakieś sztućce,tak mówili w szkole.
Potem poćwiczyłam. I teraz do Was piszę.
Dzisiaj napisała do mnie moja przyjaciółka(?). W sumie sama nie wiem,czy dalej nimi jesteśmy. Poznałyśmy się w 2gimanzjum. I naprawdę kocham ją jak siostrę,ale dawniej gadałyśmy ze sobą non stop,miałyśmy podobne poglądy,ale od szkoły średniej zmieniłyśmy się,nasze drogi już się rozeszły i czuję,że jej rozmowa ze mną już nie sprawia takiej przyjemności,a zresztą-sama ro zawalam. Po prostu nie mam czasu do niej pisać,odpisywać jej,ostatnie tygodnie to masa nauki do szkoły i szykowanie się do wyjazdu na praktyki,a ostatnie dni to samo szykowanie się do praktyki i brak jakikolwiek czasu. Z ledwością starcza mi go na ćwiczenia. Naprawdę nie chciałabym,żeby to się zawaliło,ale sama nie wiem,tak jak pisałam
Zaraz idę spać do swojego łóżka,w końcu to ostatnia noc w moim ukochanym,własnym łóżku.
Dzisiejszy bilans. Zjadłam 3ciastka,ale to ciastka z błonnikiem,pełnoziarniste,więc nie mam zbyte wielkich wyrzutów sumienia.Zjadłam bardzo dużo owoców,ale to z nerwów,kiedy się denerwuje to jem,różnica polega na tym,że dawniej w takich stresowych dla mnie sytuacjach,jadłam słodycze,a teraz jem owoce. Dążę do tego,żeby nie jeść w cale,kiedy się stresuje,ale chyba lepsze owoce niż czekolada,wafelki,słodycze?
Coraz bardziej widać mi kości obojczykowe.
Ważyłam się dzisiaj u dziadków.
Waga z przed praktyki: 54kg.
Czyli schudłam kilo,chyba jest dobrze..?
Co do diety na praktyce,to chyba nie będę liczyć kalorii(nie będę mieć laptopa,ani zbytniego dostępu do internetu). Będę ograniczać jedzenie,starać się jeść mało,a co ćwiczeń,to będę ćwiczyć w łazience przed prysznicem,brzuszki,przysiady i nożyce. Wiem,że posiłki będziemy jeść razem,cała klasą. Rano w restauracji będziemy jeść śniadanie,potem w pracy będzie drugie śniadanie(bułka+owoc) i potem ok.17.00 obiado-kolacja. +chyba będzie też jeszcze dodatkowe jedzenie od jakiejś firmy do pokoi.Postaram się ograniczać. Naprawdę. Przynajmniej taki mam plan,
ale wiadomo,jak to na patykach/wycieczkach z całą klasą,nauczycielami. I innymi osobami ze szkoły w pokoju.
Błagam oby było dobrze,oby moje plany odnośnie diety wypaliły. Oby w tym hotelu,na tej kuchni było dobrze,błagam. Oby w pokoju i towarzysko było dobrze. Obym przeżyła te 6dni,bo na weekend do domu.
Boję się strasznie.
Postaram się pisać co weekend,kiedy będę w domu.
Trzymajcie się i oby Wam dobrze szło,nie zostawajcie mnie,proszę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






