piątek, 15 listopada 2013

14.







Bilans(12.11.13r.):
3kromki
dżem
owoce
zalewa
1kostka czekolady
rosół
makaron
2kromki
masło
jabłko
płatki
1kromka
plasterek
993kcal

aktywność:
Sleek ans sexy arms for Beginners
szczupłe nogi-program 8 tygodni
100brzuszków
30przysiadów
1h tańczenia
4km marszu+800m marszu
5h praktyk(ciągły ruch)

gotowanie: sałatka

Bilans(13.11.13r.)
3kromki
dżem
2kromki
masło
makaron
activia
jabłko
2kromki
1,5plasterka
ogórek
pomarańcza
mandarynka
ciastko
wafel
rodzynki
jabłko
mandarynka
988kcal

aktywność:
Fabolous flat abs for beginners Cassey Ho
10min abs workout
100brzuszków
30przysiadów
1h tańczenia
2,5km marszu
6h parktyk

gotowanie:pierogi

 Bilans(14.11.13r.):
3kromki
dżem
4kromki
masło
2banany
zupa
1kromka
1plasterek
2plasterki
ogórek
płatki
pomarańcza
mandarynka
 846kcal

aktywność:
200brzuszków
50przysiadów
50nożyc pionowych
50 nożyc poziomych
2km marszu do szkoły
2h chodzenia po mieście
1h tańczenia

 Bilans z dzisiaj:
3kromki
dżem
4kromki
masło
2ciastka
zupa
2jabłka
serek
1kromka
plasterek
ketchup
ciastko
płatki
pomarańcz
mandarynka
rodzynki
2jabłka
986kcal

aktywność:
200brzuszków
 50przysiadów
50nozyc poziomych
50nozyc pionowych
2,5km marszu
Long lean dencers Legs Pilates workout


Ten tydzień jest strasznie zabiegany i męczący,wręcz nie mam siły,jestem wyczerpana.
We wtorek te pracownie i ogólna organizacja tego co jeszcze potrzebuję na wyjazd. W środę dzień pieroga w mojej szkole,czyli wielkie lepienie pierogów,do tego byłam dyżurną,więc..nadżwigałam się zakupów. Potem sprzątałam. W czwartek praktycznie cały dzień poza domem. Bo od rana pojechałam do miasta,szukać potrzebnych rzeczy na wyjazd.Potem do szkoły,szkoła i po szkole,poszłam kupić z mamą,te wszystkie rzeczy,a potem poszłam na wywiadówkę. Była wspólna i dla rodziców i dla nas,przed niedzielnym wyjazdem na miesięczne praktyki. W domu byłam ok. 19.30. Dzisiaj 8godzin w szkole i do domu.
Mam już wszystko kupione na wyjazd,a co najważniejsze kupiłam sobie,duży skórzany kalendarz na 2014rok, będę tam zapisywać wszystko co dla mnie ważne,taki organizer i dziennik zarazem.
 Z dietą szło dobrze,a tak się bałam,że zawalę,wtorek i czwartek,ale dałam radę,nawet pomimo tego,że zjadłam w czwartek tą sałatkę owocową.(swoją drogą i tak miałam po niej zgagę i żałowałam,że to zjadłam,ale w szkole mam spokój na jakiś czas). Tylko w czwartek strasznie mało ćwiczyłam,same takie podstawowe ćwiczenia,ale byłam już wyczerpana po tym całodniowym pobycie poza domem i nawet brakowało mi czasu.
 Na wywiadówce dostałam kartkę z ocenami,są dobre,ale mogą być lepsze. Muszę się bardziej postarać,po praktykach.
 Pod względem szkoły,nauki i ocen ten tydzień był tragiczny,nie miałam siły się uczyć,tyle się działo,tyle jest do zrobienia przed tym wyjazdem. Dobrze,że nie zawaliłam diety,bo tak się bałam tego wtorku i czwartku.
 Jutro muszę się już zacząć pakować,bo w niedzielę o 17.00 wyjeżdżam już z domu,jadę na zbiórkę i wyjeżdżam na praktyki.  Wrócę w piątek wieczorem na weekend do domu.
Tak strasznie boję się tego wyjazdu,że po prostu nie dam sobie rady,na tej ogromnej,ekskluzywnej kuchni rady,w tym wypasionym hotelu. Boję się strasznie. To będzie już taka namiastka dorosłego życia,a ja go nie chcę. Nie chcę,tej odpowiedzialności. Będę miała określona ilość pieniędzy,będę musiała za nie przeżyć ten tydzień,będę codziennie wstawać rano do pracy,wracać. Przeraża mnie to.
 Nie wiem co z dietą i ćwiczeniami,bo będę w pokoju z innymi dziewczynami. Z dietą to postaram się ograniczać,ale chyba nie będę liczyć kalorii,po prostu będę się ograniczyć,a ćwiczenia..ewentualnie brzuszki,przysiady,nożyce w łazience przed kąpielą. Oby to wypaliło,błagam.
 Dzisiaj,zjadłam za dużo owoców,a co do tych ciastek,są to ciastka BelVIta,z błonnikiem. Dzisiaj piłam też kawę rozpuszczalną z błonnikiem,oby mi to coś dało.
Jutro muszę się zważyć,żeby wiedzieć,ile ważę przed wyjazdem.
Postaram się Was jutro poodwiedzać,ale czasu brakuje mi okropnie.
Trzymajcie się.
 *wiem,że notka jest taka chaotyczna,i nie napisałam w niej wszystkiego co chciałam,ale wciąż brak mi czasu,nawet na porządną notkę.








poniedziałek, 11 listopada 2013

13.





Bilans z wczoraj:
płatki
3garście płatków
kasza
warzywa
2jabłka
1kromka
nutella
3ciastka
2kromki
2plasterki
ketchup
słodka chwila
991kcal



aktywność:
100brzuszków
40przysiadów
2h tańczenia
Mel B 10min trening pośladków
1h zmywania
1h sprzątania

Bilans z dzisiaj:
płatki
prażynki
5pierogów
troszkę sera,farszu
2kromki
2plasterki
ogórek
activia
jabłko
846kcal 

aktywność:
10min pilates abs workout
100brzuszków
30przysiadów
50nożyc poziomych
50nożyc pionowych
1h tańczenia
ok. 2 min rozciągania po ćwiczeniach
1h sprzątania

Tak jak pisałam,wzięłam się za gotowanie.Nienawidzę tego,ale muszę,żeby się chociaż oswoić,bo co zrobię na praktykach,w tym wypasionym hotelu?
Wczoraj ugotowałam: na obiad: kaszę jęczmienną z warzywami na patelni(pomidor,papryka,por,ogórek,czosnek z bazylią i curry) i zrobiłam słodką chwilę(też wliczę do gotowania,żeby się tak lepiej psychicznie poczuć)
dzisiaj: lepiłam pierogi ruskie,z serem i jabłkami(robienie cista,lepienie,gotowanie)

Padam po dzisiejszym dniu. Nie mam siły. Spałam do 11.20. I zaraz musiałam szybko w pośpiechu wstawać,bo dowiedziałam się,że kuzynka z dziećmi do nas przyjechała i zaraz przyjdą. Wstałam zjadłam śniadanie i zaczęłam robić pierogi. Potem do nas przyszli,to musiałam iść dzieci pilnować,a chciałam robić te pierogi,ale siedziałam z dziećmi. (Swoją drogą moja 7letnia kuzynka ma nadwagę i lekarz kazał jej się odchudzać,ale ona mówi,że nie chce się odchudzać. W sumie to poczułam lekką zazdrość. Wiem,że to dziecko,ale też chciałabym tak nie przejmować się swoją wagą i wyglądem,ale nie potrafię.TAK BARDZO SIEBIE NIENAWIDZĘ,TEJ GRUBEJ ŚWINI,KTÓREJ NIC NIE WYCHODZI.).
Potem znowu zaczęłam robić pierogi i potem przyszedł najgorszy moment,musiałam je zjeść. Zjadłam tylko 5,to było czepianie się,że zjadłam o ok. 10 mniej pieróg niż moja 7letnia kuzynka,ale stanęło na 5.
Potem i tak bolał mnie brzuch po tych pierogach,wcześniej pisałam,że od września strasznie boli mnie brzuch i to trwa nadal,ale po zjedzeniu ich wzięłam się za sprzątanie w kuchni,zamiatanie,mycie podłogi,godzinne zmywanie,więc myślę,że trochę spaliłam.
Pewnie pomyślicie,czemu zjadłam kolację skoro bolał mnie brzuch,a zjadłam ją,bo przestał boleć mnie brzuch,a ja miałam zjedzonych tylko ok.400 kcal,bałam się napadu,dlatego zjadłam. Napadu nie będzie.
ale potem ćwiczyłam.
Do szkoły nie zrobiłam nic,kompletnie,ale przynajmniej pomogłam mamie. W tygodniu będę się uczyć.
Jutro jestem dyżurną,czyli robię zakupy,niby nic wielkiego,ale mam dyskalkulię,a to nie tylko problemy  z liczeniem,ale też uczucie zagubienia,non stop. A ten sklep jest ogromny. Na pewno się zgubię,z warzeniem też będzie problem,błagam,obym spóźniła się tylko z 15 minut na lekcję. Tak się tego boję.
I muszę sprzątać po zajęciach,ale to ok. bo będzie ruch,tym bardziej,że chyba jutro będę musiała zjeść,bo robimy pierogi i sałatkę owocową. Więc sałatkę zjem,ale mało,tak jak wszystkiego. Sałatka będzie bez chyba tylko z danio,bo nie ma żadnego innego produktu,który pasowałby,żeby to połączyć. Muszę zjeść tą sałatkę,bo to lekko strawne,mogę wpaść,jeśli będę się aż tak wymigiwać,ale jeszcze zobaczę.
 Dzisiaj,po kolacji zaczęły nachodzić mnie myśli takie,jak w drugiej gimnazjum,gdzie potrafiłam zjeść na dzień tylko jabłko,bądź 200kcal i ćwiczyć do upadłego. Przez chwilę czułam tą siłę,którą czułam w tedy,czułam,że mam kontrolę. To chyba dobrze,idę w dobrym kierunku. Rozbudziłam to w sobie,więc teraz dążyć do tego,żeby to było trwałe uczucie,tak jak w drugiej gimnazjum.
Dzisiaj słuchałam ONA-Szpetot,piosenki która motywowała mnie w 2 gimnazjum,w moim najlepszym okresie,naprawdę powoli znowu to czuję.
 DZISIAJ KUZYNKA POWIEDZIAŁA MI: ''ALEŚ TY SCHUDŁA,TAKA CHUDA JESTEŚ.''
Tak strasznie się ucieszyłam. Jeszcze mi daleko do tego,jak chciałabym wyglądać,ale chyba jednak są jakieś postępy,skoro tak powiedziała.
Trzymajcie się i jeszcze raz dziękuję za wsparcie,to mi tyle daje,naprawdę.




sobota, 9 listopada 2013

12.



Bilans(5.11.13):
płatki
3kromki
masło
2ziemniaki
mięso
2kromki
ketchup
jabłko
avokado
banan
płatki
988kcal
 aktywność:
4km marszu
100brzuszków
30przysiadów
2h tańczenia
pilates na pośladki

Bilans(6.11.13):
3kromki
dżem
4kromki
masło
ryż
jabłko
banan
płatki
1kromka
miód
938kcal 

aktywność:
pilates rozciągający
100brzuszków
30przysiadów
1h tańczenia
4km marszu
5h praktyk(czyli ruch)

Bilans:(7.11.13):
activia
3kromki
dżem
4kromki
masło
ryż
warzywa
2kromki
3plasterki
ketchup
980kcal

aktywność:
Mel B-15 trening cardio
100brzuszków
40przysiadów
2h tańczenia
4km marszu


Bilans(8.11.13):
3kromki
dżem
4kromki
masło
ryż
banan
2 garści płatków
fantazja
 971kcal

aktywność:
Mel B trening abs
100brzuszków
40przysiadów
kilka minut pilatesu
4km marszu
1h tańczenia

Bilans(9.11.13,dzisiejszy)
2,5kromki
dżem
wafel
jabłko
płatki
ryż
kolet
ogórek
cebula
jabłko
fantazja
825kcal

aktywność:
100brzuszków
30przysiadów
2h tańczenia
800m spcaeru
5minute Tone Body Legs Workout(na nogi)
10min Pilates abs workout

Waga z dzisiaj: 55kg


 Ten tydzień był bardzo zabiegany i męczący,ale w sumie dobry. Gdyby nie to,że w piątek dostałam 2 z testu z polskiego,to byłby perfekcyjny,ale pod każdym innym względem był perfekcyjny,albo chociaż bardzo dobry. Na szczęście,powiedziała,że nie wpisze tych ocen,bo tylko ja miałam 2,reszta to były same 1,a mam dużą klasę.
 Pod względem diety,dobrze mi szło,ani razu nie zawaliłam. I dużo się ruszam,kiedyś nienawidziłam ćwiczyć,a teraz mogę nawet powiedzieć,że z niecierpliwością czekam każdego dnia,na ten czas przeznaczony na ćwiczenia. Po sobie widzę,że już sa efekty tego ćwiczenia,nogi mi zeszczuplały,brzuch-już widać taką ładną linię po lewej stronie,ale powoli. I co najlepsze coraz bardziej uwidaczniają się kości obojczykowe.
 martwi mnie tylko to,że widzę,że jestem szczuplejsza,na zdjęciach-w lustrze,a waga pokazuje 55kg,gdzie kiedyś było 54kg. ale czytałam też,że kiedy ćwiczy się regularnie,to szczupleje się,ciało staje się ładniejsze,ale kg idą w górę,bo rozwijają się mięśnie i więcej się waży,więc sokoro tak... to może przestać wykonywać te ćwiczenia? I wyczic tylko brzuszki i przysiady? sama nie wiem,doradźcie mi.
 To jest mój ostatni tydzień w domu,za tydzień w niedzielę wieczorem,będę już wyjeżdżać do Wrocławia na miesięczne praktyki,do najlepszego hotelu na kuchnię,boję się strasznie. Niby będę wracać do domu w piątek wieczorem do niedzieli wieczorem,ale i tak będę daleko od domu,sama. Boje się strasznie,nienawidzę gotować.Jutro muszę przejrzeć,swoje rzeczy i zobaczyć i zobaczyć co muszę jeszcze dokupić na wyjazd.
 Co najlepsze,już tak bardzo nie ciągnie mnie do słodyczy,tylko trochę,ale w porównaniu do tego co było na początku i tak jest o niebo lepiej.
  Jutro moja mama cały dzień pracuje,niby mam iść do dziadków na obiad,ale NIE. Coś wymyśle i nie pójdę.  Sama spróbuję coś ugotować. Musze się do tego zmusić,w końcu za tydzień jadę na praktyki,chociaż trochę muszę posiedzieć w kuchni.
MUSZĘ COŚ JUTRO UGOTOWAĆ. Koniec kropka. I to nieważne,że tego nienawidzę. Muszę.
Mogłybyście podać mi jakieś NISKOKALORYCZNE przepisy? Proszę.
 Moja nauczycielka wczoraj powiedziała do mnie jedno zdanie,tylko jedno,odnośnie praktyk,kiedy powiedziałam jej,żeby mnie przeniosła,bo nie dam sobie rady.
''Przestań robić z siebie mamałygę i się nad sobą użalać.''  Podziałało,niczym terapia szokowa. Przestałam zarudzieć,że boli podczas ćwiczeń,ćwiczę naprawdę dużo,przestałam marudzić,że mam ochotę na czekoladę,sałatkę...,pilnuje bilansów,przestałam marudzić,że nie mam czasu na naukę,zaczęłam uczyć się do 1.00 w nocy. Koniec z użalaniem się nad sobą,czas brać się do roboty.
 Trzymajcie się.





poniedziałek, 4 listopada 2013

11.






Bilans:

3,5kromki
dżem
miód
2kromki
masło
gryz kromki z masłem
jabłko
surówka
ziemniaki
mięso
2kromki
avokado
jabłko
882 kcal

aktywność:
100brzuszków
20przysziadów
Pilates na uda
1h tańczenia
4 km do i od szkoły


Pod względem diety dzień,był dobry.
Martwi mnie tylko,że po dzisiejszych ćwiczeniach,kiedy zginałam prawą rękę go góry,ona strasznie mi drżała,nie kontrolowałam tego,jakoś godzinę po ćwiczeniach uspokoiła i mi się,ale trochę się wystraszyłam.
Nie wiem,czemu tak,przez ćwiczenia? Chyba nie..
Co do szkoły,to nie jestem w stu procentach zadowolona,niby było ok,ale chyba jednak nie. Na kartkówce z historii,zapomniałam jednego nazwiska i pomyliłam dwie daty,poza tym mam wszystko,opisane maksymalnie. 4 będę mieć na pewno,modlę się o 5.
 Z działalności dostałam 5 za kartkówkę,tylko,że ma też sprawdzić kartkówki,których miała nie sprawdzać,a z tamtej będzie maksymalnie 2..ale najpierw mówi,że nie sprawdza i nie wpisze,a potem,że tak,bo moja klasa się nie uczy. Denerwuje mnie to strasznie.
Na innych przedmiotach wszystko dzisiaj rozumiałam.
 Tylko sytuacja towarzyska,znowu jest straszna,siedzę sama,sama jak palec,ale nawet nie o to chodzi,znowu się ze mnie nabijają. Może dwa czy trzy osoby nie,ale nic nie powiedzą reszcie,tylko,że się ze mnie nienabijaną,dobre i to.
Tylko to tak boli,kiedy się ze po prostu nabijają. Nie potrafię się na to uodpornić.
 Jestem tak przybita,tą historią i najbardziej tą sytuacją towarzyską,że mam ochotę tylko ryczeć,jest 20.50,a lekcji nawet nie ruszyłam. Jutro mam tylko pracownię,czyli 5 godzin gotowania i kartkówka. Ogromna ''kartkówka'',z ogromnej partii materiału,bardziej to przypomina sprawdzian.
Nic nie zjem,mam wymówkę,boli mnie brzuch,niestety,jest prawdziwa i naprawdę mnie boli.
Zawsze dzielimy się na grupy,do gotowania,a ze mną jak zwykle nikt nie będzie chciał być,będę się musiała prosić każdego po kolei,to jest takie upokarzające,ale co mam robić?
Chce mi się ryczeć,nad tą sytuacją,nad tym wszystkim.
Właśnie stała tutaj mama,z kisielem na talerzu i próbowała mi go wcisnąć,ale powiedziałam nie i koniec. Nie bo boli mnie brzuch,chociaż teraz mnie boli,ale kto mi to udowodni?
Nie muszę dopisywać kisielu do bilansu.
Boję się jutra,boję się tej ogromnej kartkówki,a najbardziej tego,że znowu będzie tak jak zwykle z nimi.
Może to ze mną jest coś nie tak?
 Co do uczenia,to nie potrafię wstać o 4 rano i się uczyć,po porostu nie potrafię,z ledwością wstaje o 6 rano. Gdzie jest moja siła sprzed 3 lat,z drugiej gimnazjum,gdzie ona jest?
Utopiona w tłuszczu,dopiero musi wypłynąć.

Boję się tego jutra.
Trzymajcie się.


niedziela, 3 listopada 2013

10.


Bilans:
ziemniaki
mięso
surówka
jabłko
banan
4ciastka
jabłko
serek
2kromki
szczypiorek
pomidor
2cistka
882 kcal

aktywność:
100brzuszków
30przysziadów
10 min Pilates abs workout
2h tańczenia

Dzisiejszy dzień niby dobrze mi poszedł pod względem diety,ale mam wrażenie,że zawaliłam tymi ciastkami.
Mam wyrzuty sumienia,co do nich.
Dzisiaj ćwiczyłam Pilates,czyli to co lubię najbardziej. ♥ Nienawidzę ćwiczyć,ale Pilates uwielbiam. Zawsze po pilatesie,czuję się taka odprężona. Z tym ''nienawidzę ćwiczyć'',teraz czuję,że z dnia na dzień coraz bardziej się wdrażam w te ćwiczenia i już nie są dla mnie taką katorgą,a nawet powoli stają się przyjemnością,ale może mam takie wrażenie,tylko dlatego,że ćwiczyłam dzisiaj pilates,który lubię? Tak czy siak,to dobry znak.
 Piję teraz wieczorną kawę z błonnikiem,odrobiną mleka i jedną pastylką słodzika,tak na dobry koniec dnia.
Na jutro do szkoły,nauczyłam się na historię,a przynajmniej mam taką nadzieję,przy reszcie liczę na szczęście. Być może pouczę się,jeszcze potem,a może wstanę rano,żeby się uczyć?
 W 2gimnajum,czyli moim najlepszym okresie,potrafiłam wstawać codziennie o 4 i się uczyć. Wystarczały mi zaldewie,4 albo 3 godziny snu,ciekawe czy uda mi się do tego wrócić?
 Marzę o przeżyciu,tego tygodnia,z dobrym bilansem na jego koniec,pod każdym aspektem.
Po domu chodzę ubrana w swetrach,w wysokim kucyku bądź kitce,mam na sobie biżuterię-naszyjniki,bransoletki,lubię przygotowywać sobie stroje,ale to w domu. W szkole chodzę ubrana w bluzy,jeansy,t-shirt i zawsze tylko i wyłącznie,w grzywce i warkoczu,przerzuconym przez ramię. Dzisiaj mama,powiedziała mi,że w tym szkolnym wydaniu,wyglądam brzydziej-brzydko po prostu,w tym domowym jest mi ładnie. I zapytała,czemu nie chodzę tak do szkoły,jak chodzę po domu? Sama nie wiem,w sumie boję się,boję się tak ubrać do szkoły. W tych bluzach,warkoczu,czuję się bezpieczniej,zawsze tak chodzę ubrana. Kiedy ubrałbym się inaczej,może w tedy jeszcze bardziej nabijaliby się ze mnie? Tego się boję,że będą się jeszcze gorzej nabijać,dlatego wolę nie ryzykować.
Oby jutrzejszy dzień był dla mnie dobry,błagam.
To już 10 notka na blogu,wiem,że to malutko,ale jak na mnie,dobre i 10 notek,to teraz dotrwać tu do 20 notki,a potem 30,40...I tak dalej,trwać w diecie. 
Trzymajcie się chudo.




sobota, 2 listopada 2013

9.






Bilans z wczoraj:

3kromki
2,5plasterka
kurczak z pieczarkami w sosie:
ryż
pół kotleta mielonego
4ciastka
1kromka
sałatka
1jabłko
banan
933 kcal

aktywność:
100brzuszków
2h tańczenia
800m spaceru

Bilans z dzisiaj:
płatki
mleko
kurczak z pieczarkami w sosie:
ryż
2kromki
plasterek
3ciastka
1kromka
1jabłko
banan
648kcal 

aktywność:
100 brzuszków
20przysiadów
10minutowy trening brzucha z Mel B
2h tańczenia
800m spaceru
2h sprzątania


Miałam się nie ważyć,ale dzisiaj byłam u dziadków,a oni mają super wagę. I waga pokazała 54kg z okresem i ciuchami,więc jest dobrze. Zawsze podczas okresu ważyłam więcej niż w rzeczywistości,nawet jeśli teraz nagle się to zmieniało,to waga 54kg i tak jest dobra,ale oczywiście nie,aż tak dobra,żeby zaprzestać odchudzania. Zresztą nie tak bardzo chodzi mi o wagę,podczas odchudzania,tylko o to poczucie kontroli i perfekcji.
 Dzisiaj cały dzień nie czułam głodu,zjadłam śniadanie,obiad i dopiero ok. 19.00 poczułam głód,czyli jest już lepiej,bo nie czuję głodu cały czas i nie muszę z nim walczyć,przychodzi dopiero po jakimś czasie,a to chyba jakaś poprawa,prawda?
 Dzisiaj zrobiłam 10 minutowy trening brzucha z Mel B,zawsze byłam przeciwna,takim treningom,po prostu denerwowały mnie te wszystkie instruktorki,z Chodakowską na czele,denerwuje mnie i w ogóle mnie nie motywuje do ćwiczeń.
 Odrobiłam dzisiaj lekcje,oprócz chemii,którą mam na rozszerzeniu,kompletnie nie daje sobie z nią rady,a na korepetycje nie mam pieniędzy.
 Ten zbliżający się tydzień,mnie przeraża. Cały tydzień mam zawalony sprawdzianami i kartkówkami,a w czym dwa sprawdziany są naprawdę ogromne. Jutro zaczynam się uczyć. I sama nie wiem jak to będzie z pisaniem na blogu,ale napiszę,kiedy tylko będę miała czas.


piątek, 1 listopada 2013

8. Moja historia.


Chyba nadszedł czas,żebym opisała tutaj swoją historię,chyba wreszcie czuję się gotowa,do opisania tego.
Więc,pierwsze epizody odchudzania,pojawiły się już u mnie w wieku 8-9 lat. W tedy schudłam 6 kilo i byłam taka szczęśliwa,już w tedy myślałam,żeby zjeść jak najmniej,nikt tego nie zauważył,a ja po jakimś czasie przestałam. Potem w 2009 roku,ponownie miałam dłuższy okres odchudzania. Po jakimś czasie,przestałam.
Rok 2010 i początek 2011,były to prawie same głodówki,ale nie od razu,pojawiły się stopniowo. Myślę,że w tedy byłam tak blisko anoreksji,jak już nigdy potem,ale w tedy pojawiała się mama,która zaczęła się o mnie martwić i wpychać jedzenie.Przed wkroczeniem mamy,już w tej fazie końcowej ''bliskości anoreksji'' potrafiłam robić dwudniowe głodówki,wyrzucałam prawie całe jedzenie,jadłam po 200-300 kcal i ćwiczyłam,ćwiczyłam bardzo dużo. A czułam się taka silna! Czułam taką wspaniała siłę,chociaż nic nie jadłam,w szkole też się bardzo dobrze uczyła. Jednak mama zaczęła wpychać we mnie jedzenie,sadzanie przy stole,pilnowanie..
 I tu zaczęłam się bulimia. Koniec września,chyba wtedy zaczęłam regularnie prowokować wymioty. Na początku była ta euforia,to poczucie lekkości po zwrócenia jedzenia,na początku też chudłam. Wszyscy z mamą na czele wpychali mi jedzenie,jadłam to,a potem wymiotowałam,więc mogłam dalej chudnąć,byłam taka szczęśliwa. I taka naiwna. Wszędzie piszą,że bulimicy tyją,a ja przez cały czas trwania bulimii chudnę,najgorszej stoję w miejscu z wagą,więc nie wiem,na mnie to nie działa. Co za szczęście.
 Jednak jak to ze mną bywa,chyba po ponad pół roku bulimii,mama zaczęła coś podejrzewać i wpadłam. Do dzisiaj pamiętam tą pogadankę,ale w tedy obiecała,że nie będzie już wpychać we mnie jedzenia,byle żebym nie wymiotowała.
 I w tedy na jakiś czas przestałam,zaczęłam jeść normalnie,ale potem zaczęła się 3 klasa gimnazjum.  I to jest okres w którym bulimia była najgwałtowniejsza i najdłuższa,kiedy teraz na to patrzę,to było spowodowane,stresem przed egzaminami,końcem gimnazjum. Było tak źle,że po pewnym czasie sama zaczęłam,ryczeć z bezsilności i w maju pierwszy raz się samo-okaleczyłam. Na początku tylko cyrklem,potem nożem,a potem,nareszcie!,udało mi się zdobyć żyletki. W tedy się zaczęło. Bulimia,samookaleczenie i napędzający to wszystko stres. Trwało to do końca,roku szkolnego. Potem przyszły wakacje i tu totalnie sobie odpuściłam. Przytyłam do 60kg.
 Po wakacjach poszłam do LO i tutaj zamiast się za siebie wziąć,to przytyłam do 62kg,bo wszyscy w szkole jedli wafelki,czekoladki,taka była moda,to czemu ja też nie? W tedy nie rzygałam w ogóle,zero.
 Jednak potem,ze względu,na to,że nie mogłam poradzić sobie z matmą,przeniosłam się do technikum.
Mam dyskalkulię,jest to choroba,która uniemożliwia mi zrozumienie matmy,dedukcję,gubię się nawet w najmniejszej wsi. Jednak teraz kiedy na to patrzę,to to,że przeniosłam się do technikum,było chyba moją najlepszą decyzją w życiu. Nie mam pieniędzy na studia,mieszkam tylko z mamą i tak jest ciężko,a tak po technikom będę mieć zawód i jakoś jej pomogę. Tylko mój największy błąd polega,na tym,że wybrałam technikum żywieniowe. Całe moje życie,kręci się wokół jedzenia. Naprawdę,byłam bardzo zadowolona,nie wzięłam tylko pod uwagę,że kocham(kochałam?) jedzenie,fakt,ale bardziej go nienawidzę. Myslałam,że będziemy tam uczyć się o dietach,ale tam praktycznie cały czas uczymy się czegoś innego. Na szczęście od tego roku,wszedł mi przedmiot,który ma być ponoć bardzo związany z dietetyką,na razie tego nie widać,ale ma być. Oby. Jest tylko wielki minus technikum,mamy pracownie,a tam gotujemy i potem to jemy. Na szczęście,teraz mam problemy z brzuchem i przynajmniej do grudnia,mogę spokojnie nie jeść,bo boli mnie brzuch,proste. Tylko od czasu do czasu,kiedy gotują coś lekkiego.
 A najśmieszniejsze jest to,że nienawidzę gotować.
W podstawówce,gimnazjum,liceum nigdy nie byłam zbyt popularna,jednak zawsze się z kimś dogadywałam i miałam znajomych. W technikum zaczęło się piekło. Dołączyłam do mojej obecnej klasy w grudniu i po prostu nie potrafiłam się z nimi dogadać,odtrącali mnie,wyzywali,naśmiewali się ze mnie,pierwsza klasa to był horror. Szkoła była horrorem,bo oni mi go zgotowali. Jednak w drugiej klasie,wreszcie coś się ruszyło i myślałam,że złapałam kontakt z trzeba osobami.(puściłam w niepamięć to co się działo w 1klasie,skoro miałam szansę,żeby wreszcie móc się z kimś trzymać.). Opowiedziałam im o sobie,ale prosiłam,żeby nikomu nie powtarzali. Myślałam,że już się kolegujmy,otworzyłam się przed nimi,a oni dzień potem mnie olali i znowu jestem dzikuską,z której się wszyscy naśmiewają. Tylko to tak boli,teraz chyba jeszcze bardziej niż w pierwszej klasie,bo przez moment z kimś się trzymałam.
 A teraz od 18 listopada do 13 grudnia,jadę na praktyki. Boję się nie tylko pod względem jedzenia,bo może być nawet łatwiej,ale właśnie tego,że nie będę mogła uciec do domu,tylko będę musiała być z nimi. Przeraża mnie to.
 Ostatnio zaczęłam mieć też napady obżarstwa,tylko dwa razy,ale strasznie się tego przestraszyłam. I dlatego,wróciłam do diety,do bloga. Kiedyś też miałam już jednego bloga,ale pisałam tam tylko o sukcesach,bo wstydziłam się pisać o porażkach i w rezultacie odeszłam po paru notkach. Teraz wiem,że muszę pisać wszystko,czy jest dobrze,czy jest źle,bo inaczej kłamstwa się nawarstwią. Tylko prawda.
 Właśnie ten okres w którym schudłam 10kg i ważyłam 51 kg. Moja najniższa waga,był tym okresem,wktórym byłam perfekcyjna,w moim mniemaniu. Bo dla mnie perfekcja,to kontrola.
 Dla mnie perfekcja,to trzymanie diety,ćwiczenie,dobre oceny,dużo nauki,pomoc mamie,chwalenie przez innych,dużo nauki i niska waga. To jest moja perfekcja i znowu chciałabym ją osiągnąć,bo w tedy czuję się tak bezpiecznie.Uwielbiam perfekcję,pragnę być perfekcyjna,bo w tedy wszystko jest lepsze.
I właśnie o to mi głownie chodzi,nawet nie o schudnięcie,tylko o tą perfekcję.
 Teraz wiecie już wszystko,więc chyba łatwiej Wam będzie zrozumieć,kiedy pisać o niektórych sytuacjach i czuję się tak lepiej kiedy to napisałam. 
 Opisując to,dopiero jakby to sobie uświadamiałam,ile to już trwa,wcześniej jakoś to do mnie nie docierało.
Naprawdę potrzebuję Waszego wsparcia.
Mam nadzieję,że ktoś dotrwa i to przeczyta.

*Na razie tylko śniadanie
3kromki
2,5plasterka
Mama ma dzisiaj wolne,więc raczej będzie ciężko.