Wtorek i środa dietetycznie świetnie.
a dzisiaj?
Dzisiaj szkoda słów.
Nie wiem co się dzieje,jeszcze nigdy nie jadłam tak w kratkę.
Jutro albo pojutrze ważenie i zdjęcia.
Zakupy szkolno-jesiennie zrobione.
Brakuje mi jeszcze tylko paru rzeczy,ale je dokupię,dopiero w połowie września,na początku października,bo na razie się jeszcze nie pojawiły.
I na co Ci było to żreć,skoro teraz umierasz z bólu brzucha?
Ty gruba świnio.
Ten placek upiekłam wczoraj,sama. Lekki zakalec,ale jak na pierwszy raz,nie jest zły. Tu nawet nie chodzi o ten placek,tu chodzi o to jak zareagowała moja mama.
Szkoda,że kiedy K.(nazwijmy ją tak) włożyła pizzę,do mikrofalówki moja mama zachwycała się jaka to ona samodzielna. a kiedy ja zrobiłam placek,od razu poleciały same pretensje. Naprawdę mi przykro. Jestem już od niej chudsza,mam lepsze stopnie,a i tak woli ją. Chyba pora sobie odpuścić,ale nie potrafię.
Dzisiaj zjedzone:
3kromki
serek
pomidor
1bułeczka razowa(malutka)
1kromka
serek
leczo
1/2 kromki
2 duże kawałki placka.
(po co ten placek,dobrze,że Cię teraz boli,gruba świnio)
aktywność:
6h chodzenia po mieście
1h tańczenia
PS. Wszyscy naokoło twierdzą i mówią mi,że schudłam. Nie wiem jakim cudem. Kompletnie tego nie widzę.
Tak bardzo boję się szkoły. Nie chcę jeść. Nie będę jeść. Nie zmuszą mnie. Nie będę jeść na tej pracowni.Przeklęte technikum gastronomiczne i gotowanie,a następnie,wpierdalanie tego. Nie chcę,nie będę,nie mogę tego nie jeść. Nie.
Nie chcę.
Dzisiaj tak to się skończyło,po miesiącu przerwy.(żadnego napadu,tylko to co napisałam w bilansie,ale to jakaś kpina.)
Kiedyś wierzyłam,że się od tego uwolnię,ale nie daję rady. Zresztą i tak już zniszczyło mi to zdrowie,diety i głodówki też,ale nie umiem bez tego. Jak można zostawić coś,w czym siedzi się ponad 5 lat? Zrozumcie..
Dieta i kontrola,ot co.
Nie dziwię się,że nikt nie chce mnie już wspierać,po tym jak znikam z bloga. Tylko,że kiedy znikam,nie jest tak,że ciągle żrę,jest dieta,zdrowe odżywienia,napady,tak samo jak na blogu. Nie wiem dlaczego się tak dzieje.
czwartek, 28 sierpnia 2014
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
piątek, 22 sierpnia 2014
Powrót z wakacji.
Wróciłam z wakacji.
Od babci usłyszałam: ''ale Ty chuda jesteś! ale jak tak mało jesz,cienko smarujesz chleb,że widać goły to co się dziwić.''
Od kuzynki zaraz po przyjeździe,pierwsze co usłyszałam to: ''aleś Ty schudła!''
Od drugiej babci usłyszałam: ''Ty tak schudłaś przez te wakacje,taka chuda jesteś.''
Wspaniale to słyszeć.
Dzisiaj zjadłam:
płatki z mlekiem
1 kostkę czekolady
1,5 kolby kukurydzy+troszeczkę masła
sałatkę z mozarellą,pomidorem,cebulą i ogórkiem.
jabłko
banana
i potem może zjem jeszcze jabłko.
+ 2h sprzątania.
10 minut jogi
20 minut ćwiczeń
150 brzuszków
25 przysiadów
ok. 5 minut hula-hop
a wczoraj ok. 2 h ćwiczeń.
waga z dzisiaj: 57kg
Chociaż muszę przyznać,że teraz,aż tak nie przywiązuję uwagi,do kilogramów. Bardziej do zdjęć.
Na razie nie liczę,też kalorii,ale bilans wydaje mi się być ok.
Znowu mam ten stan,w którym,uczucie głodu,sprawia mi przyjemność.
Trzymajcie się.
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
DOSYĆ TEGO. WRACAM.
W zasadzie to nie wiem co ja robię,nie pisząc tutaj.
To,totalny impuls,ta chęć była we mnie od dawna,ale teraz tak nagle,jestem.
Przez parę dni jest lepiej,ale to i tak wraca,co kilka dni. Co jakiś czas.
Nie mogę sobie tak po prostu żreć normalnie,muszę mieć jakiś limit.
Muszę po prostu jakoś trochę ogarnąć swoje jedzenie i życie.
Bo moje życie to jedzenie i wszystko,co jest z tym związane.
Co mnie ostatecznie pchnęło do napisania tutaj?
Chyba to co zwykle i to co dopiero teraz sobie uświadomiłam.
Przez ten cały czas nie odchudzałam się,żeby schudnąć,tak dla siebie,ot tak.
Od zawsze,chciałam być od kogoś lepsza.
I to się nie zmieniło.\
Właśnie to pchnęło mnie do napisania tutaj.
Nie wiem,jak będzie wyglądać moja dieta.
Nie wiem czy to będzie dieta.
Myślę,nad spróbowaniem ze zdrowym odżywieniem.
Jednak na razie skupiam się na ogarnięciu mojego jedzenia.
Tyle.
Pewnie już nikt o mnie tutaj nie pamięta.
ale nie dziwię się.
To,totalny impuls,ta chęć była we mnie od dawna,ale teraz tak nagle,jestem.
Przez parę dni jest lepiej,ale to i tak wraca,co kilka dni. Co jakiś czas.
Nie mogę sobie tak po prostu żreć normalnie,muszę mieć jakiś limit.
Muszę po prostu jakoś trochę ogarnąć swoje jedzenie i życie.
Bo moje życie to jedzenie i wszystko,co jest z tym związane.
Co mnie ostatecznie pchnęło do napisania tutaj?
Chyba to co zwykle i to co dopiero teraz sobie uświadomiłam.
Przez ten cały czas nie odchudzałam się,żeby schudnąć,tak dla siebie,ot tak.
Od zawsze,chciałam być od kogoś lepsza.
I to się nie zmieniło.\
Właśnie to pchnęło mnie do napisania tutaj.
Nie wiem,jak będzie wyglądać moja dieta.
Nie wiem czy to będzie dieta.
Myślę,nad spróbowaniem ze zdrowym odżywieniem.
Jednak na razie skupiam się na ogarnięciu mojego jedzenia.
Tyle.
Pewnie już nikt o mnie tutaj nie pamięta.
ale nie dziwię się.
poniedziałek, 31 marca 2014
3.
Bilans z dzisiaj:
3kromki
dżem malinowyx3łyżeczki
4kromki
masło
2 garście płatków
2ziemniaki
gulasz
2kromki
1plasterek
jabłkox2
kiwix2
980 kcal
aktywność:
ponad godzinny trening z youtube
100brzuszków
25przysiadów
rozciąganie
ok. 5 min joga
ok. 6km szybkiego marszu do i ze szkoły
ok. 1h tańczenia
*w resztę dni kiedy nie pisałam,też nie zawalałam.
Hej,
W weekend totalnie nie miałam czasu się odezwać. Czuć,że zaczął się najgorszy okres.
Pod względem ocen jest wspaniale ze wszystkich przedmiotów,oprócz matmy i chemii..Tutaj nawet nie wiem czy zdam,a korki w moim przypadku są bezużyteczne. jak pisałam wcześniej mam chorobę,taką jaką błędy ortograficzne,tylko wszystko co z liczeniem. Naprawdę nie daję rady,nawet nie wiem czy zdam i nie dramatyzuję. W moim przypadku nie ma miejsca na takie słowa. Dlatego jeszcze bardziej muszę pilnować diety,muszę mieć choć nad tym kontrolę. Muszę.
Jutro jadę na badania do Opola i tak strasznie się boję. Jadę tam z moim bolącym brzuchem,który boli mnie od września. Boję się,że możliwe się wydać,że mam(miałam?) bulimię,te wszystkie rzeczy z tym związane,głodówki. Siedzę w tym bagnie od dawna,wiem,że to bagno,ale..nie chcę,żeby ktoś mi to zabrał,nie chcę. Błagam,trzymajcie kciuki,żeby się to się nie wydało. Proszę.
Obiecuję,że Was poodwiedzam,w piątek albo weekend,naprawdę nie mam czasu. Wybaczcie mi.
Trzymajcie się.
piątek, 28 marca 2014
2.
Bilans z dzisiaj:
3 kromki bułki
3plasterki
4kromki bułki
masło
2 garście płatków
pół woreczka ryżu
4kromki bułki
2plasterki
823kcal
aktywność:
1 h dziennego treningu z youtube
100 brzuszków
25 przysiadów
ok. 10 minut jogi
rozciąganie
Hej,
Nie pisałam od poniedziałku,ale naprawde nie miałam czasu. Szkoła daje popalić. Powoli zaczyna się ten najgorszy okres,mnóstwo kartkówek i sprawdzianów w jednym czasie,MUSZĘ jakoś dać radę. Chociaż z tego z czego jestem dobra,a z resztą może jakoś to będzie. Musze tak myśleć,bo inaczej się załamię i nie będę robić nic.
Od poniedziałku nie pisałam,ale z dietą jest ok. Nie przekroczyłam 1000 kcal,ćwiczyłam codziennie oprócz środy,ale w środę były te przeklęte Dni Otwarte,gdzie byłam tą cholerną chinką.
Dla mnie było to okropnie stresujące doświadczenie,coś strasznego. Nienawidże być tak w centrum uwagi,nienawidzę. Na szczęście miałam na sobie sukienkę,więc legginsów praktycznie nie było widać.
Dostałam mnóstwo komplementów,że pieknie wyglądam. a jedna dziewczyna z gimnazjum,która robiła sobie ze mną zdjęcia powiedziała,że jestem śliczna,a od koleżanki usłyszałam,że jestem chuda. Jasne,chciałabym.
Dzisisiaj nauczycielka mi opowiadała,że nauczyciele mnie nie poznali,bo zawsze jestem taka cicha,a tutaj tak ładnie wyglądałam i genialnie reprezentowałam szkołę.
Powiedziała,żebym się otworzyła,bo nie mogę być taka zamknięa,ale mi z tym, dobrze i nie chcę tego zmieniać,a w te komplementy i tak nie wierzę.
Co do szkoły przyszły tydzień będzie straszny.
a co do bloga,notki będę pisać chyba w poniedziałki,piątki,weekendy i ewnetualnie,jeśli zdarzy się jakiś luźniejszy dzień. Inaczej nie wyrabiam z czasem,naprawdę.
Przychodzę ze szkoły i tonę w lekcjach,potem ćwiczę,pod prysznic i już jest północ albo 1.00 w nocy.
Oprócz codziennych treningów z Cassey,minimum 100 brzuszków,25 przysiadów i min. 1h tańczenia,staram się też rano i wiczorem ćwiczyć jogę,ale to tylko jeśli czas pozowoli. Jednak uwielbiam ją,niesamowiecie relaksuje,a wzmacnia też ciało,mięśnie są silniejsze i tłuszcz szybciej się spala.
Jutro Was odwiedzę.
Trzymajcie się. :*
Dążę do tego ciała ze zdjęcia.
Będę pisać tylko bilanse,które zjadłam w dniu notki. Reszte bilansów,będę pisać ogólnie,albo poszło dobrze,albo źle i zawaliłam.
poniedziałek, 24 marca 2014
1.
Bilans:
3kromki razowego chleba
serek
2kromki razowego chleba
masło
1 gryz ciastka
2 ryby
1 kawałek bułki
serek
jogurt owsiankowy
981kcal
ćwiczenia/ruch:
1 h ćwiczeń z Cassey Ho
10 minut jogi
100 brzuszków
25 przysiadów
ok. 3 km szybkiego marszu
Będę opierać się na mojej ulubionej diecie mniej niż 1000 kcal dziennie,w niej czuję się najlepiej zdecydowanie.
Co do ćwiczeń. Od 5 miesięcy ćwiczę z różnymi filmikami z YouTube i naprawdę to lubię,ale przez to nie chudnę w kilogramach,ale wizualnie tak.Słysze to od wielu osób,bardzo często. Naprawdę ciężko mi z tego zrezygnować,ale nie chudnę w kilogramach i sama już nie wiem. Co zrobiłybyście na moim miejscu? Naprawdę to uwielbiam.
Jogę ćwiczę dopiero od kilku dni,ale ona ma mi pomagać oczyścić umysł i na razie zdaje to egzamin,mam nadzieję,że na ciało też to wpłynie.
Co do szkoły,jest strasznie. Na dni otwarte mam być przebrana za Azjatkę,będę w centrum uwagi,będą sobie ze mną robić zdjęcia. Jestem nieśmiała i nienawidzę być w centrum uwagi,płakać mi się chce na samą myśl. Nie chcę ale muszę,to jest strasznie. W dodatku te zdjęcia. Jestem takim grubasem i jeszcze zdjęcia? Nie zniosę tego,mam ochotę coś sobie zrobić jak pomyślę,że będą mi robić zdjęcia,ze wszystkimi po kolei. Taka atrakcja,a dla mnie mordęga. Co za wstyd. Wieloryb jako Azjatka. Tłusta świnia,na zdjęciach,wszędzie. Jestem obleśna. Mam ochotę walić głową w mur. W dodatku muszę mieć legginsy,muszę je kupić,bo nie mam ani jednej pary. Wszyscy mnie wyśmiali i mówią,jak to możliwe,każdy ma. ale ja nie. jak taka tłusta świnia jak ja może chodzić w legginsach,jak?
Nie chcę tego,przeraża mnie to.
Ten tydzień jest przerażający.
Macie rację,co do diety. Postaram się jeść zdrowo,ale strasznie ciągnie mnie do tej niezdrowej strony diety. Więc 1000 kcal dziennie to mój limit + ćwiczenia. To jest zdrowe,wg mnie. Może nie do końca,ale lepsze to niż te inne sposoby,które bardziej do siebie ciągną.
Trzymajcie się.
Błagam nie zostawiajcie mnie,proszę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




